Weekend nad Balatonem

Sierpniowy długi weekend to bardzo dobry czas aby wybrać się nad Balaton, a dokładnie na samo południe Balatonu. Balatonbereny leży na samym końcu węgierskiego morza, stąd już jest rzut beretem na Chorwację. Sama miejscowość nie ma w sobie zachwycających zabytków, jednak nie po to tu przyjeżdżamy, jesteśmy tu po to żeby poleżeć w słońcu i zakosztować kąpieli w ciepłej balatońskiej wodzie. Balatonbereny znane jest również jako węgierskie Chałupy za sprawą ośrodka naturystycznego. Miejscowość oferuje zarówno plażę płatne jak również bezpłatne. Te płatne oferują prysznice, przebieralnie itd, wstęp ok 8 zl.

Woda na południowym brzegu Balatonu jest bardzo płytka i tak możemy nawet wyjść 1 km w głąb jeziora i wodę będziemy mieć po ramiona. Jest to o tyle dobre dla rodzin z dziećmi, natomiast niekoniecznie dla zapalonych pływaków.

Jeśli znudzi się wam plażowanie to rzut beretem od Balatonbereny mamy do zobaczenia ciekawe miejscowości- Heviz i Keszthely.

Hévíz najbardziej znane z jeziorka termalnego, gdzie cały rok można zażywać leczniczych kąpieli. Temperatura w jeziorku nigdy nie spada poniżej 22 stopnic Celsjusza tak więc nawet w najsroższą zimę można się tam taplać. Oczywiście nie ma co porównywać polskiej zimy do zimy na południu Węgier.

Samo miasteczko jest bardzo przyjemne i warte odwiedzenia. Jedynym minusem są dość wyśrubowane ceny w restauracjach, a wszystko to za sprawą masy turystów z Niemiec i Austrii.

Obowiązkowym punktem pobytu w Hévíz jest odwiedzenie dzielnicy Egregy słynnej z piwniczek i restauracji winnych. Na wzgórzach położone są pola winorośli poprzeplatane restauracjami które zapewniają smakowite trunki.

Na tych wzgórzach bardzo szybko możemy zapomnieć się i zagubić. Szczególnie po upalnym dniu, kiedy schłodzona lampka wina smakuje najlepiej.

Tutaj każdy chce poczęstować Cię winem. Każdy winiarz chce abyś spróbował właśnie jego wyboru. Ceny są przystępne  i tak liter pysznego białego wina kosztuje 500 forintów. Nic tylko kupować i smakować.

Jeśli już znudzicie się piciem wina i chcecie zakosztować wrażeń kulturalnych warto pojechać do miast Keszthely aby zobaczyć pałac Festeticsów.

Pałac robi wrażenie i naprawdę trzeba go zobaczyć.

W drodze powrotnej do Polski warto zobaczyć północny brzeg Balatonu z jego miasteczkami i stokami winnymi. Niestety z braku czasu zdążyłem tylko zobaczyć jakże wspaniały półwysep Tihany ze swoim opactwem benedyktyńskim, paprykowymi sklepami oraz wspaniałymi widokami.

Piękny widok, który rozpościera się z opactwa benedyktyńskiego rekompensuje nadmiar turystów. Błękit Balatonu można pomylić z błękitem Morza Śródziemnego a i atmosfera bardzo zbliżona.

Bardzo częstym widokiem z pocztówek na półwyspie jest sklep paprykowy.

Nie ma się czemu dziwić gdyż naprawdę prezentuje się ciekawie i jest warty zrobienia zdjęcia.

Trzeba zaznaczyć że papryka i lawenda jest tu wszędzie obecna. Na każdym kroku możemy kupić wyroby powiązane czy z jedną czy z drugą.

cdn.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bran

Rzut beretem od Raszova znajduje się o zgrozo cel większości turystów – zamek Drakuli. Tak naprawdę to z Drakulą nie ma nic wspólnego, jednak na poczet turystyki przyjęto nazywać go zamkiem Drakuli.

Zamek z daleka prezentuje się okazale, jednak gdy podejdziemy bliżej odrzuci nas z całą pewnością tłum przekupek i jarmarczny zgiełk.

Jak to na odpuście możecie kupić tu wszystkie świecidełka świata.

Do zamku wstęp jest płatny, a żeby uniknąć ciżby najlepiej odpuścić sobie zwiedzanie.

Zamek w Bran warty jest zobaczenia jednak tłum turystów skutecznie odstrasza od zwiedzania. Trzeba będzie tu wrócić w zimie kiedy na pewno nie będzie tyle tłumów.