W poszukiwaniu Fado

„Szukajcie muzyki Fado przy głównym placu i w pobliskich ulicach, pełno tam knajpek w których grają Fado”. Gówno prawda, autentycznego fado nie znajdziecie w rejonach turystycznych Lizbony. Żeby znaleźć faktyczną muzykę Fado trzeba być albo mieszkańcem Lizbony albo mieć dobrego znajomego Portugalczyka, który na dodatek interesuje się tym tematem. Wszystkie knajpki w których będą grali Fado to tylko komercja pod turystów.


Jeśli jednak w dalszym ciągu chcecie szukać muzyki Fado to dobrym sposobem aby zbyt szybko się nie znużyć jest odwiedzenie sklepu z napojami izotonicznymi.

Oczywiście wszytko to w granicach normy i przyjętych zwyczajów. Pamiętajcie by później nie narobić sobie problemów

Lizbona

Jeśli chcecie poczuć się jak w San Francisco, a nie stać was na taką podroż, koniecznie odwiedźcie stolice Portugalii Lizbonę. To tam za sprawą mostu Ponte 25 de Abril, który jest kopią mostu z San Francisco przy odrobinie wyobraźni możecie się poczuć jak Stanach.

Drugim wielkim mostem z zapierającym widokiem jest most Vasco da Gamma. Uważam że grzechem jest będąc w Lizbonie nie przejechać się po nim. Widok jaki roztacza się z niego jest nie do opisania. Sam most ma aż 17 km czyli naprawdę nieźle. Jeśli jesteś umiarkowanym turystom a nie zidiociałym backpakersem, który nawet jak mu oferują za darmo nocleg w przyzwoitych warunkach to on i tak odmówi i będzie spał w rowie między śmieciami i innymi niezbyt przyjemnymi rzeczami  byleby tylko móc później pochwalić się na którymś z forum jaki to z niego extreme,  to powinieneś zacząć zwiedzanie Lizbony od wjazdu na górę z pomnikiem Chrystusa Króla. z którego rozciąga się wspaniała panoramo na całe miasto. Pomnik przypomina ten z Rio de Janeiro. Z tym, że ma tylko (aż) 110 m czyli taka miniatura z Rio.   Kolejnym żelaznym punktem dla zwiedzających Lizbone jest nadbrzeże ze swoją wieżą Belem i dalej pomnikiem Odkrywców. Wieża pełniła w czasach odkrywców role strażnika portu jak również punkt orientacyjny. Z pod wieży dzieli nas kilka kroków do pomnika Odkrywców, który prezentuje się naprawdę okazale i warto pod niego podejść. Jeśli już znudzimy się tłumem turystów spod wieży, możemy ruszyć nabrzeżem i poczuć się jak w kolonialnej Ameryce za sprawą pięknej architektury, która pewnie już tylko w niektórych krajach pozostała. Dalszy cel naszej podroży jest masowo oblegany przez turystów właściwie o każdej porze. Długie kolejki i wielka ciżba może nas odstrasza. Jednak to kolejny z żelaznych punktów Lizbony. Klasztor Hieronimitów z grobowcem Vasco da Gamy po prostu należy zwiedzić nie przejmując się tłumem ludzi. Z zewnątrz zachwyca wspaniała architektura ale i wewnątrz możemy obejrzeć wspaniałe zdobienia.   Trzeba mieć niebywałe szczęście żeby wśród tłumu turystów zrobić zdjęcie grobowca Vasco da Gamy bez czyjeś głowy. Z pod klasztoru koniecznie udajmy się na główny plac- rynek Lizbony. Bez odwiedzin tego miejsca Lizbona nie byłaby w pełni zwiedzona. To oczywiście żart, jednak jeżeli tylko mamy możliwość odwiedzenia tego miejsca to zróbmy to. Architektura zachwyca swoją okazałością, jest tu naprawdę przepięknie. Można tutaj  zapomnieć o mijającym czasie. Cała okolica rynku to jedno wielki arcydzieło sztuki, tutaj nie można się nudzić, a czasu i tak będziemy mieć za mało aby wszystko zobaczyć

Sibiu- miasto z oczami

W Sybiu (Sybinie) czuje się już pełną parą Transylwanie. Miasto posiada wspaniałą starówkę, która przyciąga rzesze turystów i wszelkiej maści artystów. Centrum Sibu to wspaniały wielki plac -rynek z otaczającymi go kamienicami z charakterystycznymi dachami. Dachy te czasami piętrowe posiadają specyficzne okna tzw. oczy miasta.

Na zwiedzanie Sibu dobrze jest poświecić kilka godzin, gdyż naprawdę jest tu co zobaczyć.

W obrębie rynku znajdują sie takie wspaniałe budowle jak pałac Brukenthal, wieża ratuszowa pod która koniecznie trzeba przejść.

Nad całym miastem góruje masywny kościół ewangelicki. Zacienione wnętrze potęguje monumentalność budowy. Tutaj znajduje się grób syna słynnego Vlada Palownika.

Warto zgubić się w obrębie starego miasta żeby poczuć klimat Siedmiogrodu z jego leniwą atmosfera.

Jeśli ktoś chce zobaczyć wspaniałe ikony koniecznie musi odwiedzić cerkiew Trójcy Świętej. Bogato zdobione wnętrze i specyficzna atmosfera skłania do pozostania i chwili zadumy.

 

 

 

 

Câlnic

Pierwszy na naszej trasie zamek chłopski. Teoretycznie obiekt wpisany na listę dziedzictwa Unesco, w praktyce zero turystów i to my jesteśmy eksponatami dla tutejszej ludności.

Zameczek jest zamknięty i cholera wie kto ma klucze do niego. Ludzie bardziej interesują się nami niż zameczkiem.

„Że co że wpisany na listę Unesco a cóż to jest”

Z informacji znalezionych w internecie podobno zamek pełni funkcje centrum kultury. Ja niestety nigdzie nie zauważyłem tego.

Jednak mimo wszystko warto zboczyć z kursu i odwiedzić Calnik nie tylko ze względu na zabytek klasy Unesco ale również na senną atmosferę wioski, ludzi dla których to ty jesteś ciekawostka. Dla nich zamek to naprawdę drugorzędna sprawa.

Tuż przy zamku mieści się sklep spożywczy który też powinien być wpisany na listę Unesco. Taki klimat wczesnego Gierka. Polecam.
[contact-form-7 id=”282″ title=”Formularz 1″]

Albufeira miasto które nie śpi.

Poranek w Albuferii przywitał nas pięknym słońcem. Mimo krótkiego snu chcemy jak najszybciej wyjść z mieszkania. Krzyk mew i cudowny zapach oceanu sprawia, że biegniemy w stronę morza. To właśnie Atlantyk jest pierwszym miejscem z którym się witamy. Woda nie rozpieszcza temperaturą, no cóż ale przynajmniej można zamoczyć nogi. Po prostu coś wspaniałego.

Z plaży Oura udajemy się brzegiem morza na zachód w stronę centrum. Po drodze zobaczymy najwspanialsze plaże, klify, cudowne formacje skalne.Morze tutaj wyrzeźbiło sobie w skale przeróżne formacje. Skały, zatoczki,  poszarpane przez bijąca nieutrudzenie fale Atlantyku tworzą najpiękniejszy spektakl wizualny.

W takich warunkach a jeszcze przy znikomej ilości plażowiczów można cały dzień spędzić na podziwianiu wspaniałego wybrzeża Algavre.

W końcu zostawiamy plażę i udajemy się na tzw stare miasto. To stare miasto odbiega trochę od tego do czego byliśmy przyzwyczajenie np Dubrownik, Bar, itp. Architektura Albuferii jest inna, zaskakuje dla tych którzy pierwszy raz są w Portugalii czy Hiszpanii.

Przypomina Amerykę Łacińską z filmów. Skąpane słońcem kościoły, mury starych domów to wszytko przyprawia o zawór głowy.

Centrum Albuferii to potężny przemysł turystyczny. Prawie o każdej porze roku jest pełno spragnionych słońca turystów. Dlatego też dla tych którzy nie lubią zgiełku stare miasto może przytłoczyć. Namolni restauratorzy, sklepy ze wszystkimi świecidełkami to może naprawdę odstraszyć.

Albuferia nigdy nie śpi, tu o każdej porze dnia i nocy można spotkać ludzi przesiadujących w barach. Coraz popularniejsze tanie loty spowodowały że ludzie przyjeżdżają się tu zabawić poszaleć w licznych dyskotekach. Jeśli jednak nie przerazimy się tym to Portugalia odsłoni nam swoje piękne oblicze i pokaże naprawdę wspaniałe rzeczy.

 

[contact-form-7 id=”282″ title=”Formularz 1″]

 

 

 

W rytmie Fado- Portugalia

Portugalia przywitała nas chłodno-słonawym powietrzem znad Atlantyku. Nic dziwnego przecież lotnisko w Faro jest położone nad samym oceanem. Jedynym zaskoczeniem okazała się dość niska temperatura powietrza jak na maj. Później miałem się dowiedzieć, że na północy kraju spadł śnieg i co ważniejsze dla mnie że przez dzień może być bardzo upalnie i bez kremu  który przezorni mundurowi w Manchesterze wyrzucili mi do kosza można trochę się poparzyć.

Po szybkiej odprawie pierwsze kroki kierujemy do wyjścia żeby wydostać się na upragnione noclegi. Jeśli przyleciałeś do Faro nocą to możesz zapomnieć o tanim transporcie. Pozostaje Ci, jeśli chcesz nocować w Faro spacer ok 5 km lub jeśli udajesz się do innego miasta wynajęcie taxi co wiąże się z kosztem w zależności od miasta od 30 do 50 Euro. Jest jeszcze jedna forma transportu tzw shuttle bus, można go wcześniej zarezerwować przez internet. Koszt przejazdu z Faro do Albuferia to ok 25 zł.   Po ok 50 minutach jesteśmy już na noclegu w Albuferii. Pewnie w normalnym tempie 80 km/h zajęło by to trochę dłużej jednak nasz kierowca wymyślił sobie że że co jakiś czas trzeba  przegarować swojego busika.cdn

Rimetea

Podążając na południe od Cluj-Napoca w stronę Alba Lulia warto odbić na zachód do przeuroczej miejscowości Rimetea. Przygotujcie się na wyboistą, poszarpaną drogę z niespodziankami.

Remetea (23)

Jeśli jakimś cudem uda wam się dotrzeć do Rimetei, to waszym oczom ukaże się miejscowość jak z bajki. Starodawna szeklerska wioska, takiej możecie nie zobaczyć już nigdzie.

Remetea (22)

Malownicze budynki nie mają sobie równych, senna atmosfera. To wszystko sprawia że warto jest zatrzymać się tu na dłużej.Remetea (19)

Remetea (15)

Rimetea w przeszłości była zamieszkiwana prze kilka narodowości min. przez Austriaków, Węgrów, Niemców. Wszyscy oni przybywali do pracy w kopalniach rud. Dzisiaj oprócz turystów, których nie ma tu za za wielu nikt tu nie przybywa. Dzięki temu Rimetea zachowała swój oryginalny wygląd.

Remetea (17)

Remetea (15)

Nad całą Rimeteą góruje magiczna gór ” Szeklerska Skała”. To świetne miejsce na małą wycieczkę.

Remetea (10)

Ktoś gdzieś napisał, nie wiem nie sprawdziłem że dzięki specyficznemu położeniu w Rimetei występuje efekt dwukrotnego zachodu słońca. Szeklerska Skała dwa razy zasnuwa słońce. To musi być wspaniały widok.

 

 

 

Wrota Siedmiogrodu

Podroż po Siedmiogrodzie dobrze jest zacząć w Cluj- Napoca. To miasto otwiera wrota do wspaniałej przygody jaką jest zwiedzanie Transylwanii.

Warto się tu zatrzymać aby zobaczyć wspaniały rynek z kościołem św Michała.

CLuj (2)

Obok kościoła możemy podziwiać pomnik króla Maciej.

CLuj (13)

Nie zapomnijmy odwiedzić prawosławnej cerkwi z pięknym ołtarzem.

CLuj (22)

CLuj (18)

Jeśli ktoś ma więcej czasu może posiedzieć na którejś z ławeczek i zacząć oddychać rumuńskim powietrzem, które zwiastuje dalszą przygodę.

CLuj (10)

W Cluj-Napoca możemy już poczuć klimat Siedmiogrodu, powoli dociera już do nas, że za chwile będziemy oglądać wspaniałe miasteczka, wioski, chłopskie zameczki. Dla spragnionych warto już tutaj popróbować świetnej rumuńskiej kuchni, oczywiście trzeba też spróbować napitków jakie oferuje Siedmiogród.

Cluj to prawdziwe wrota, które otwierają na m drogę do dalszej podróży.

W stronę Siedmiogrodu

Udając się do Siedmiogrodu najlepiej przekroczyć granice węgiersko-rumuńską  tak aby znaleźć się za chwile w mieście Oradea i dalej na wschód do Cluj-Napoca. Po drodze będziemy mieli przyjemność zobaczyć kunszt i zamysł architektoniczny królów cygańskich. Takiej architektury często nie zobaczycie, wymyślne dachy, balkoniki jarmarkowe kolory, wzorem z Indii.

Oradea cluj (3)

To tutaj w Huedin w drodze do Cluj-Napoca królowie życia przelewają swoje ambicje i fantazje w beton i żelazo.

Oradea cluj (4)

Romscy bogacze pokazują nam jak dziwna i inna może być architektura do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni.

Oradea cluj (2)

Ma ta architektura w sobie trochę z kiczu ale ma to też moc przyciągania.

Oradea cluj (6)

Gruzja

Dzięki Bogu udało mi się zobaczyć cząstkę tego kraju przed skażeniem jakim są tanie linie lotnicze. Ktoś mądry napisał, że jak tanie linie lotnicze zaczynają kursować do świetnego, autentycznego kraju to bądź pewny że on już nie będzie świetny a tym bardziej autentyczny. Chmary turystów bogatszych od nas Polaków wyleją się z samolotów i będą się bawić w Gruzji bo dla nich jest tam tanio i nawet się nie obejrzysz a w Gruzji usłyszysz i zobaczysz angielskich chłoptasiów przylatujących na wieczór kawalerski.

Na szczęście w grudniu a więc w zimie ludzie boją się jechać gdziekolwiek, bo przecież zimno a jeszcze ” na wschodzie” to tym bardziej.

Zima w Gruzji wygląda zdecydowanie inaczej niż w Polsce. Tam rzadko temperatura spada poniżej zera a przeważnie oscylacje w granicach 10 stopni i więcej. Zima to bardzo dobra pora na zwiedzanie. Nie ma właściwie żadnych turystów , jest taniej, jest śnieg w górach prze co wyglądają jeszcze piękniej niż w innej porze roku.  Jest jeszcze masę innych plusów na zwiedzanie Gruzji zimą ale to już trzeba samemu się się przekonać.

Na pewno przed wyjazdem do Gruzji usłyszycie, jeszcze bardziej niż przed wyjazdem do Rumunii ,Bośnii, Ukrainy itp. że to niebezpieczne, że to dziki kraj, że na każdym dachu siedzi snajper który tylko marzy aby zestrzelić biednego polskiego turystę. Nic z tych rzeczy, Gruzja to bardzo gościnny kraj, jest tu naprawdę bezpiecznie. Oczywiście jeśli szukasz kłopotów to znajdziesz je, ale to chyba w każdym kraju na świecie.

Dlatego nie czekaj pakuj plecak i wyruszaj do Gruzji.

DSC_0006