Kutaisi i okolice

W obecnych czasach prawie każdy niskobudżetowy turysta po raz pierwszy z Gruzją zetknie się w Kutaisi, tam bowiem Wizzair lata z Katowic i Warszawy. Lotnisko jest niewielkie i jeszcze nie do końca zagospodarowane. Odprawia się tam niedużo przylotów i odlotów. Dopiero po wyjściu z terminalu zaczyna się gruziński klimat. Chmara taksówkarzy i kierowców marszrutek przekrzykuje się z ofertami dowozu w każde miejsce Gruzji. Z lotniska dostaniemy się bezpośrednio co też najszczęśniejszej turyści robią do Batumi i do Tbilisi. Dobrym i tańszym rozwiązaniem jest udanie się do centrum Kutaisi a właściwie do dworca z busikami i tam wybranie docelowego busa. Czasami jeśli jest was kilku warto od razu wynająć taxi aby was bez ścisku zawiozła do miasta. Bardzo dużo turystów traktuje Kutaisi jako tylko stacje przylotu i odlotu nie zadając sobie trudu zwiedzenia miasta i okolic. Samo miasto ma do zaoferowania kilka ciekawych pozycji. Jednym z najczęściej odwiedzanych obiektów jest z całą pewnością Katedra Bagrati. Znajduje się ona w północnej części Kutaisi i bez problemu od centrum możemy spacerkiem się tam dostać.

Widok z centrum Kutaisi na Katedre Bagrati

Katedra Bagrati w całej okazałości

Wieżyczka obok katedry

Widok z placu katedry na miasto

Centrum Kutasi jest wielki plac z dość kiczowatymi fontannami. Jednak zapuszczając się w okoliczne uliczki możemy poczuć świeżość gruzińskiego klimatu.

 

 

Chiatura

Chiatura zaginione miedzy wzgórzami miasteczko żywcem przeniesione z PRL. Skupisko blokowisk, smutne bez przyszłości. To po co tam jechać, dla kolejek linowych i dla minionej epoki, której w Polsce już nie zobaczycie. Ciatura znajduje się ok 80 km od Kutaisi. Najłatwiej dostać się tam marszrutką spod McDonalda w Kutaisi. Koszt takiej wyprawy wynosi  6 lari w jedną stronę. Mimo iż to tylko 80 km to podróż trwa dość długo gdyż droga nie jest łatwa.

Miasteczko położone jest między wzgórzami w dolinie rzeki. Jest jedna rzecz, które je wyróżnia oprócz zniszczonych blokowisk. Są to kolejki liniowe które opasują całą Chiature. Łączą one wzgórza z centrum miast, nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że kolejki te pamiętają pewnie jeszcze Josifa Wissarionowicza Dżugaszwili i jeszcze jeżdżą.

Powiedzieć ze kolejki są stare to za mało one są bardzo stare i nieprzyzwoicie niebezpieczne. Jednak mają w sobie jakąś magie, która pozwala wsiąść do nich.

Same wagoniki to już czysta poezja, ich brzydkość ma jednak w sobie coś z piękna. Korozja to drugie imię wagoników.

Chiatura to miejsce naprawdę smutne i trochę odstraszające, jednak mimo to zaczyna zyskiwać na popularności wśród turystów. Trzeba się spieszyć by móc zakosztować tego klimatu, póki jeszcze nie jest skażony masową turystyką.

Jeśli pojawicie się w Chiaturze w zimie to dodatkowa atrakcją protegującą ogólny marazm będzie szarota, brak kolorów.

Trzeba spieszyć się, gdyż Chiatura przeżywa wzomżone zainteresowanie wszelkiej maści niekonwencjonalnych turystów, włóczęgów. Ktoś nawet ma pomysł aby założyć w opuszczonych budynkach hostel. Z całą pewnością będzie to dla miasta bardzo dobre, gdyż napłynie trochę kapitału. Jednak czar miasteczka linowego może prysnąć.

Jeśli jednak zdążycie dojechać rozklekotaną marszrutką przed wszystkimi turystami żadnymi zrobić z miasta kolejny skomercjalizowany kurort to przeniesiecie się do innej bajki niektórym bardzo dobrze znanej a innym tym młodszym do bajki czystego absurdu.

Gori

Można powiedzieć że Gori to środek Gruzji. jest tam blisko zarówno z Kutaisi jak i z Tbilisi. Jak do wszystkich miejscowości w Gruzji najłatwiej dostać się tam marszrutka, z Tbilisi taka przyjemność kosztuje ok 3 lari o ile dobrze pamiętam. Marszrutki odjeżdżają z dworca Didube.  Miasto nie jest wyjatkową ładne ani nie szczyci się wielkimi zabytkami ( oprócz zamku) może dlatego że w czasie nalotów rosyjskich dość mocno ucierpiało. Po co jechać do Gori. Przede wszystkim dla skalnego miasta Upliscyche, które znajduje się rzut beretem.

Najszybciej i znowu nie tak drogo dostaniemy się tam z miasta biorąc taxi, koszt takiego przedsięwzięcia to ok 20 l. Kierowca będzie czekał na nas, aż sobie zwiedzimy skalne miasteczko. Drugim sposobem jest oczywiście busik, jednak nie wiem czemu ale trudno go namierzyć.

W internecie znajdziecie sprzeczne informacje odnośnie Upliscyche, jednym się podoba inni mówią, że to największe rozczarowanie. Uważam, że warto je zobaczyć szczególnie zimą kiedy wiatry hulają w najlepsze po opustoszałych pomieszczeniach skalnych. Zimą też nie zapłacicie wstępu, który i tak jest śmieszny ok 2-3 l.

Aby obejrzeć całe miasteczko jedna godzina na którą przeważnie umawia się taksówkarz będzie trochę mało. Jeśli jednak trochę się sprężycie to jesteście w stanie obejść całe ruiny.

Ze wzgórz gdzie nawet w pełni lata szaleją lodowate wiatry rozciąga się wspaniały widok. Dla amatorów fotografii to wymarzone miejsce. W oddali na horyzoncie majestatyczne góry, w dole meandrująca rzeka, można się rozmarzyć.

W lecie oprócz turystów, których znowu nie ma tu tak dużo możecie napotkać innych zwiedzających.

W Gori dużo turystów odwiedza miejsce urodzin największego mordercy świata tj Stalina. Jest tu muzeum oraz miejsce w którym narodził się Stalin. Dla nas Polaków nie jest to miejsce szczególnie ciekawe i najczęściej przyjeżdżamy tutaj aby opluć pomnik człowiek, który posłał na śmierć tylu naszych rodaków.

Ze względów oczywistych nie odwiedziłem muzeum ani domku, jeśli ktoś to zrobił to najlepiej będzie wiedział czy warto. Obok muzem znajduje się wagon w którym podróżował imperator.

 

 

 

Batumi

Większość ludzi mając na myśli Gruzje myśli o Batumi. Ten popularny kurort znajduje się prawie przy granicy tureckiej nad samym Morzem Czarny w autonomicznej republice Adjara.

Do Batumi możemy się dostać na kilka sposobów, najprostszy to wylądować na pobliskim lotnisku. Jeśli jednak dolecicie do Kutaisi to  stamtąd co chwila ruszają marszrutki do Batumi. Taka samo wygląda sytuacja z Tbilisi i tak do dyspozycji mamy busiki ale i również pociąg z tym iż pociągiem jest to trasa bardzo długa.

Batumi ma swój specyficzny klimat o którym na pewno przeczytacie w internecie, a więc na pewno będą takie informacje, ze w Batumi co dziennie leje, że jest bardzo wysoka wilgotność, że to prawie tropiki.

Możecie sobie te informacje wstawić między bajki. Pewnie pisali je ludzie którzy nigdy tam nie byli.

Pogoda jest zmienna ale to nie znaczy, że codziennie leje np w lipcu może się okazać że nie zobaczymy deszczu przez kilka kolejnych dni. Kolejna sprawa z wilgotnością może ona i jest wyższa ale to na pewno nie wilgotność jaką spotyka się w tropikach, a na pewno człowiek tak się nie męczy w Batumi jak w Amazonii.

Batumi ma swój urok jednak ludzie przyjeżdżają ty tylko dla plaży i wypoczynku. Tutaj następuje rozczarowanie. Plaże nie są tak piękne jak nad Morzem Śródziemnym czy Bałtykiem, morze nie jest tak czyste i przejrzyste a kamień na plaży daje się we znaki.

Batumi jak na razie to jeden wielki plac budowy, miasto rozwija się i przebudowuje co dla turysty spragnionego ciszy i sielankowej atmosfery może być nieco kłopotliwe.

Batumi jest pełne sprzeczności. Z jednej strony stare zanidbane budynki z czasów sowieckich z drugiej strony nowoczesne apartamentowce. Tuż obok siebie graniczą bieda i przepych.

Miasto przyciąga turystów z krajów islamskich bo tu mogą zagrać w kasynie, jak również pić alkohol który w rodzinnych krajach jest zakazany. Promenada która okala całe miasto, wydawało by się że będą chodzić tysiące ludzi jednak jest tu spokojnie bez tłumów.

Będąc w Batumi warto a wręcz trzeba wybrać się do ogrodu botanicznego w ktorym możemy podziwiać roślinność z różnych krajów świata. Do ogrody dostaniemy się oczywiście marszrutką lub autobusem. Wstęp jest płatny jednak naprawdę warto poświęci te kilka lari.

Chyba jedno z najczęstszych zdjęć które wyskakuje z internecie po wpisaniu w przeglądarce Batumi. Ma ten widok jednak w sobie coś co przyciąga uwagę.

Warto również wybrać się na tutejszy pokaz do delfinarium tym bardziej iż za taką przyjemność w innych krajach zapłacicie o wiele większą kasę.

Jednak najlepsze co możecie zrobić w Batumi to poszwendać się po mieście, popróbować miejscowych specjałów, zakosztować „czaczy”, zagryź niespotykanym gruzińskim chlebem i co najważniejsze porozmawiać z miejscowymi, posłuchać ich opowieści.

 

 

 

 

 

 

Gruzja

Dzięki Bogu udało mi się zobaczyć cząstkę tego kraju przed skażeniem jakim są tanie linie lotnicze. Ktoś mądry napisał, że jak tanie linie lotnicze zaczynają kursować do świetnego, autentycznego kraju to bądź pewny że on już nie będzie świetny a tym bardziej autentyczny. Chmary turystów bogatszych od nas Polaków wyleją się z samolotów i będą się bawić w Gruzji bo dla nich jest tam tanio i nawet się nie obejrzysz a w Gruzji usłyszysz i zobaczysz angielskich chłoptasiów przylatujących na wieczór kawalerski.

Na szczęście w grudniu a więc w zimie ludzie boją się jechać gdziekolwiek, bo przecież zimno a jeszcze ” na wschodzie” to tym bardziej.

Zima w Gruzji wygląda zdecydowanie inaczej niż w Polsce. Tam rzadko temperatura spada poniżej zera a przeważnie oscylacje w granicach 10 stopni i więcej. Zima to bardzo dobra pora na zwiedzanie. Nie ma właściwie żadnych turystów , jest taniej, jest śnieg w górach prze co wyglądają jeszcze piękniej niż w innej porze roku.  Jest jeszcze masę innych plusów na zwiedzanie Gruzji zimą ale to już trzeba samemu się się przekonać.

Na pewno przed wyjazdem do Gruzji usłyszycie, jeszcze bardziej niż przed wyjazdem do Rumunii ,Bośnii, Ukrainy itp. że to niebezpieczne, że to dziki kraj, że na każdym dachu siedzi snajper który tylko marzy aby zestrzelić biednego polskiego turystę. Nic z tych rzeczy, Gruzja to bardzo gościnny kraj, jest tu naprawdę bezpiecznie. Oczywiście jeśli szukasz kłopotów to znajdziesz je, ale to chyba w każdym kraju na świecie.

Dlatego nie czekaj pakuj plecak i wyruszaj do Gruzji.

DSC_0006